poniedziałek, 4 lutego 2013

Krew Bogów, opowieść 4: Złodziej

Lekki wiatr nieznacznie poruszał niedomkniętą okiennicą. Blada poświata księżyca ledwo przeświecała przez chmury. 

Biegłem przez las. Przed sobą widziałem postać, która co chwila znikała pomiędzy drzewami i pojawiała się ponownie kilka metrów przede mną. Ominąłem niewielki krzak o bladożółtych, poskręcanych liściach i wpadłem prosto w misterną plątaninę srebrzystych nitek. Pajęczyna pękła a ja poczułem na twarzy jej lepką wilgoć i dotyk odnóży pająka. Odruchowo sięgnąłem ręką, żeby go strącić i... obudziłem się. 

Otworzyłem oczy. Tuż nad moim nosem kołysała się zerwana pajęcza nić. Spojrzałem w bok i dostrzegłem niewielkiego pajączka znikającego w fałdach poduszki. Podobno pająki przynoszą szczęście... Nagle usłyszałem delikatne skrzypnięcie dochodzące z sąsiedniej izby. A po chwili niezbyt głośny stuk. Tak jakby ktoś... starał się po cichu zamknąć wieko mojej skrzyni! To pewnie Wieszczykur przylazł do mojego domu i jak zwykle myszkuje wśród moich rzeczy... Miał przyjść po śniadaniu, a przecież jeszcze nie zaczęło świtać. A o grzebaniu w moich skrzyniach to chyba w końcu mu nagadam...

 - Herbimił! Odłóż to co wziąłeś ze skrzyni i idź spać. Przyjdź później i przynieś piwo na przeprosiny! - wrzasnąłem w ciemność za drzwiami. 

Ktoś zaklął i coś upadło na ziemię rozbijając się z hukiem. Szybkie kroki a potem trzaśnięcie drzwi. Zerwałem się na równe nogi i wpadłem do sąsiedniego pomieszczenia. Wokół slrzyni leżały porozrzucane ubrania. Drzwi od szafy otwarte, wewnątrz bałagan, na ziemi skorupy potłuczonego dzbana...

 - Złodziej! - krzyknąłem. 

Złapałem do ręki łuk i strzały, topór za pas i rzuciłem się do drzwi. 

Wybiegłem na zewnątrz. Za sobą słyszałem krzyki rozbudzonych dzieci. W oknie sąsiedniego domu błysnęło światło lampy. W zaułku po lewej usłyszałem oddalające się kroki. 

 - Ucieka w stronę rzeki! Dziewczyny biegnijcie przy zachodnim murze. Xuba - przez główny plac! Lewko ze mną!

Ruszyliśmy w pościg. Na zakręcie pomiędzy domami zobaczyłem skuloną postać zgiętą pod ciężarem czegoś wielkiego i najwyraźniej ciężkiego. Ukradł maczugę trolla wiszącą nad moimi drzwiami! Wybiegłem za róg. Intruz był o wiele bliżej, niż się spodziewałem. Ciężka maczuga nie pozwalała mu na szybką ucieczkę. 

 - Zatrzymaj się! - krzyknąłem i w biegu wypuściłem strzałę.

Pocisk utkwił w ramieniu. Intruz zaklął i odwrócił się w moją stronę. Od strony placu słychać było głosy nadbiegających mieszkańców. 

Biegnąc cały czas w jego stronę nałożyłem drugą strzałę na cięciwę i strzeliłem ponownie. Tym razem chybiłem. Nie było czasu na następny strzał - napastnik złapał maczugę obydwoma rękami i... zaatakował! Z dużym wysiłkiem uniósł maczugę nad głową i usiłował uderzyć mnie z góry. Jednak ciężar broni, jego rana i zmęczenie nie pozwoliły mu na trafienie mnie. Uskoczyłem w bok, wyszarpnąłem zza pasa toporek i jednym ciosem zakończyłem walkę...

Po chwili wokół ciała zebrał się krąg postaci. Rozbudzeni mieszkańcy wykrzykiwali podniesionymi głosami pytania i przekleństwa. Jeden z nich uklęknął nad ciałem zabitego i przeszukał jego kieszenie. Przez chwilę czytał jakieś papiery.

 - Według tych listów nazywa się Cprl Noobs. Pochodzi chyba z Aurony. Ma tam brata - ale nic więcej nie można na jego temat powiedzieć...

Rankiem pogrzebaliśmy ciało za murem. Przy bramie powiesiliśmy tablicę zbitą z kilku desek z dużym napisem:



Witaj w mieście Kropla Słodyczy
Zachowuj się przyzwoicie a nic złego Cię nie spotka.

Lista niesławy

Cprl Noobs - zabity podczas próby kradzieży.





Mam nadzieję, że to odstraszy kolejnych intruzów. Maczuga wróciła na swoje miejsce nad drzwiami mojego domu...



*****


Drzwi od chaty Herbimiła otworzyły się z hukiem. Wieszczykur wybiegł na zewnątrz, drąc się przeraźliwie

 - Sol! Ty łotrze! Wiem, że to ty - zapłacisz mi za to!!!